Autor : Marcin Powęska
2025-12-29 08:15
To badanie potrafi wiele powiedzieć o gospodarce fosforanowej i rzadkich chorobach kości, ale nie trafi do koszyka świadczeń gwarantowanych. Prezes AOTMiT wydał rekomendację w sprawie oznaczania stężenia FGF-23 i uznał, że brak podstaw, by finansować je ze środków publicznych.
FGF-23, czyli czynnik wzrostu fibroblastów 23, to hormon produkowany głównie w kościach. Jego zadaniem jest kontrolowanie poziomu fosforanów w organizmie. Działa przede wszystkim na nerki, zmniejszając ich wchłanianie zwrotne fosforanów, oraz wpływa na metabolizm witaminy D. W uproszczeniu: pomaga utrzymać równowagę mineralną, która jest istotna dla zdrowia kości.
Gdy FGF-23 jest zbyt dużo, poziom fosforanów we krwi spada. To może prowadzić do osłabienia kości, bólu, złamań i zaburzeń wzrostu. Zbyt niski poziom tego hormonu także jest problematyczny, choć zdarza się rzadziej. Dlatego pomiar FGF-23 znalazł swoje miejsce w diagnostyce wybranych, rzadkich chorób metabolicznych.
Badanie FGF-23 wykonuje się głównie wtedy, gdy lekarz podejrzewa, że przyczyną niskiego poziomu fosforanów jest zaburzenie hormonalne, a nie np. choroba nerek czy niedobory żywieniowe. Najczęściej dotyczy to wrodzonej hipofosfatemii sprzężonej z chromosomem X, czyli XLH. To rzadka choroba genetyczna, w której nadmiar FGF-23 prowadzi do przewlekłej utraty fosforanów.
Oznaczanie tego hormonu bywa też pomocne w bardzo rzadkiej sytuacji, gdy hipofosfatemia jest wywołana przez nowotwór produkujący FGF-23. W takich przypadkach wynik badania może naprowadzić lekarzy na właściwą przyczynę problemu i pomóc w dalszej diagnostyce.
Trzeba jednak podkreślić, że są to sytuacje niszowe. Zdecydowana większość pacjentów z zaburzeniami gospodarki wapniowo-fosforanowej diagnozowana jest innymi, prostszymi badaniami laboratoryjnymi.
Prezes AOTMiT przeanalizował, czy oznaczanie FGF-23 powinno stać się świadczeniem gwarantowanym w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Oznaczałoby to, że badanie byłoby finansowane ze środków publicznych, bez konieczności płacenia z własnej kieszeni.
W rekomendacji nr 203/2025 Agencja uznała jednak, że nie ma wystarczających dowodów, by taki krok był uzasadniony. Chodzi przede wszystkim o brak jednoznacznych danych, że rutynowe oznaczanie FGF-23 realnie poprawia wyniki leczenia pacjentów albo zmienia decyzje terapeutyczne w sposób, który przekłada się na ich zdrowie.
Eksperci AOTMiT zwrócili uwagę, że w kluczowej grupie pacjentów, czyli chorych na XLH, rozpoznanie i tak opiera się głównie na badaniach genetycznych. Te są już dostępne i wymagane w ramach programu lekowego finansowanego przez NFZ. W praktyce oznacza to, że brak refundacji FGF-23 nie blokuje dostępu do leczenia.
Ważnym elementem rekomendacji była też analiza ekonomiczna. AOTMiT oszacowała, że badanie FGF-23 byłoby wykonywane bardzo rzadko - od 50 do 100 razy rocznie w skali całego kraju. Przy wycenie opartej na Katalogu Świadczeń Odmiennych Zakresów (KŚOZ) oznaczałoby to roczny koszt dla systemu na poziomie 15-30 tys. zł, czyli praktycznie nic. Na decyzję nie miały zatem wpływu względy finansowe, a brak wystarczających danych klinicznych, które pokazywałyby, że refundacja jest uzasadniona.
Czytaj także:
Kalprotektyna w kale w koszyku świadczeń? Jest rekomendacja AOTMiT
Partnerzy serwisu