Autor : Marcin Powęska
2026-06-12 16:08
Większość kosztów chorób w ogóle nie pojawia się w budżecie NFZ. To utracona produktywność pacjentów i ich bliskich, zwolnienia lekarskie oraz rezygnacja z pracy. Dlaczego warto patrzeć na zdrowie jak na inwestycję, a nie wyłącznie jako wydatek? Pytamy dr. Michała Seweryna, wiceprezesa EconMed Europe.
Aleksandra Kurowska: W sytuacji, gdy ciągle mówimy o oszczędnościach i braku pieniędzy w systemie ochrony zdrowia, jak przekonywać, że warto inwestować? Co system może na tym zyskać, poza tym, że pacjenci otrzymają wygodniejszą i lepszą opiekę?
Dr Michał Seweryn, wiceprezes EconMed Europe: Tutaj chodzi nie tyle o dodatkowe inwestowanie, co o zmianę sposobu patrzenia, pewną zmianę paradygmatu. Nie patrzmy wyłącznie na choroby, chorych i pacjentów jako na koszt systemu, ale także jako na inwestycję w zdrowie. A co system może zyskać dzięki takim inwestycjom? Przede wszystkim osoby, które są skutecznie leczone, mogą pozostać aktywne zawodowo i zachować produktywność.
To oznacza, że pracują, płacą podatki, a więc generują dochody dla budżetu. To całkowicie zmienia perspektywę: chory to nie tylko wydatek, ale także ktoś, kto wnosi istotny wkład do polskiej gospodarki. Często dotyczy to również rodzin pacjentów.
Bliscy nierzadko ograniczają swoją aktywność zawodową, rezygnują z pracy lub korzystają ze zwolnień lekarskich, by opiekować się osobą dotkniętą chorobą. Dzięki skutecznemu leczeniu można ograniczyć także te pośrednie koszty.
Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.
Przygotowaliście dwa nowe raporty, w których wspominacie też o kosztach pośrednich. Powiedzmy jeszcze ogólnie, czym są te koszty i w przypadku jakich chorób je analizowaliście?
Liczyliśmy je dla raka piersi oraz chorób siatkówki, czyli AMD i DME. Mówiąc o kosztach pośrednich, mamy na myśli koszty utraconej produktywności. Obejmują one sytuacje, w których chorzy korzystają ze zwolnień lekarskich, ograniczają aktywność zawodową lub całkowicie rezygnują z pracy z powodu choroby.
To także przypadki, gdy mimo pracy są mniej efektywni. Dodatkowo bliscy pacjentów często muszą ograniczać swoją aktywność zawodową albo korzystać ze zwolnień, by zapewnić opiekę choremu. To wszystko jesteśmy w stanie wyliczyć i pokazać, jaki jest całkowity koszt choroby, a nie tylko ten widoczny z perspektywy wydatków NFZ.
Jakiego rzędu mogą to być koszty?
Co ciekawe, w przypadku raka piersi koszty pośrednie stanowią aż 75 proc. całkowitych kosztów tej choroby. W przypadku chorób siatkówki jest to prawie 85 proc. To pokazuje, że koszty widoczne z perspektywy NFZ są jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Większość obciążeń ponosi bowiem całe społeczeństwo.
W przypadku AMD i DME całkowity koszt choroby wynosi niespełna 9,5 mld zł. Jednocześnie tylko około 8 proc. tej kwoty stanowią wydatki ponoszone przez NFZ. Reszta to właśnie koszty pośrednie związane m.in. z utratą produktywności pacjentów i ich bliskich.
Czy są pomysły na jakieś mechanizmy, żeby te koszty pośrednie były bardziej uwzględniane?
Dzisiaj dominuje perspektywa płatnika i oczywiście jest ona ważna. Oceniając nowe technologie medyczne, patrzymy przede wszystkim na to, ile ich refundacja będzie kosztować. Dopuszczalna jest jednak także perspektywa społeczna, która wciąż jest stosunkowo rzadko wykorzystywana.
My postulujemy przede wszystkim, aby zacząć liczyć i analizować te koszty nie tylko przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych, ale również przy ocenie skutków decyzji, które już zostały podjęte.
Wydajemy wiele miliardów złotych na nowe technologie medyczne, a jednocześnie nie potrafimy w pełni ocenić, jakie przynoszą one efekty społeczne. Metodyka, którą proponujemy i opisujemy m.in. w prezentowanych dziś raportach, mogłaby pomóc to zmienić.
Czytaj także:
Koszty: 20 proc. w raku piersi, 8 proc. w AMD i DME to wydatki NFZ