Autor : Antonina Zborowska
2025-09-03 09:47
Czy pacjenci naprawdę muszą co kilka tygodni jechać setki kilometrów do kliniki tylko po kolejną dawkę leku? Eksperci Forum Ochrony Zdrowia w Karpaczu przekonują, że nie. Model Flexcare pokazuje, że skuteczne leczenie może być bezpieczniej i wygodniej prowadzone bliżej miejsca zamieszkania chorego.
Trwa XVI Forum Ochrony Zdrowia podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu (2–4 września 2025 r.), w którym uczestniczymy. Podczas pierwszego dnia jednym z paneli była debata o tym, jak realnie odciążyć szpitale i poprawić komfort pacjentów. Eksperci wskazali, że odpowiedzią może być Flexcare – model opieki zakładający przesunięcie części świadczeń ze szpitali do niższych poziomów opieki, takich jak apteki czy dom pacjenta.
W tym podejściu kluczowe decyzje kliniczne i kwalifikacja do terapii nadal pozostają w gestii wyspecjalizowanych ośrodków. Jednak podawanie kolejnych dawek leków czy rutynowe czynności mogą odbywać się lokalnie, w otoczeniu bliższym pacjentowi. Dotyczy to m.in. terapii doustnych, donosowych, wziewnych, okulistycznych, a także niektórych podań podskórnych czy nawet dożylnych – o ile pozwalają na to warunki domowe.
Dzięki temu chory nie musi co kilka tygodni organizować transportu, brać zwolnienia w pracy czy angażować rodziny w długie podróże do kliniki. System ochrony zdrowia z kolei zyskuje odciążenie z harmonogramów szpitalnych i oszczędności w kosztach transportu sanitarnego.
Pacjent z ustabilizowaną chorobą, który bierze udział w programie lekowym, może zapytać swojego lekarza o możliwość włączenia do Flexcare. Ostateczna decyzja zależy od rodzaju stosowanego leku oraz od tego, w jakich warunkach można go bezpiecznie przechowywać i podawać.
Nie oznacza to jednak braku kontaktu z ośrodkiem – pacjent ma zawsze pod ręką numer telefonu do poradni i jasne wytyczne, kiedy powinien niezwłocznie wrócić do szpitala (np. w przypadku gorączki, duszności czy nagłego bólu). Dla lekarzy i pielęgniarek kluczowe staje się stworzenie przejrzystych kryteriów oraz monitorowanie efektów wdrażania Flexcare.
Debata w Karpaczu pokazała, że Flexcare wpisuje się w trend tzw. "odwróconej piramidy świadczeń". Oznacza to, że to, co można bezpiecznie wykonać w niższych poziomach opieki, nie powinno zajmować miejsca w szpitalach. Te z kolei powinny koncentrować się na najtrudniejszych przypadkach, wymagających wysokospecjalistycznego nadzoru.
Eksperci podkreślali, że nie chodzi o marginalizowanie roli klinik, lecz o racjonalne zarządzanie zasobami: mniej rutyny w szpitalach, więcej czasu dla pacjentów naprawdę potrzebujących stałej opieki.
Na potrzeby dyskusji przygotowano także analizy. Wynika z nich, że przeciętny pacjent w programie lekowym odbywa około sześciu wizyt rocznie w ośrodku wysokospecjalistycznym, a w niektórych przypadkach nawet dwadzieścia. Symulacje pokazują, że przesunięcie około 30 proc. podań poza szpital mogłoby skrócić kolejki i zwolnić do pięciu tysięcy łóżek rocznie.
Dla finansów publicznych oznacza to milionowe oszczędności – nie tylko z tytułu mniejszego wykorzystania infrastruktury szpitalnej, ale także ograniczenia transportów medycznych.
Oczywiście Flexcare nie odbiera lekarzowi prowadzącemu kontroli nad terapią. Wręcz przeciwnie – pozwala mu poświęcić więcej uwagi pacjentom w najcięższym stanie, którzy faktycznie muszą pozostawać pod ścisłym nadzorem klinicznym. Pacjenci i organizacje pacjenckie zwracają uwagę, że zmniejszenie liczby obowiązkowych dojazdów sprzyja regularności leczenia. Terapia łatwiej staje się częścią życia rodzinnego i zawodowego, zamiast wymuszać kosztowne i wyczerpujące logistycznie wyjazdy.
Eksperci Forum Ochrony Zdrowia zaznaczyli, że tylko twarde dane pokażą, czy Flexcare rzeczywiście spełnia swoją obietnicę – skrócenia kolejek, zmniejszenia liczby hospitalizacji i poprawy jakości życia pacjentów. Jedno wydaje się pewne: w obliczu narastających braków kadrowych i rosnących potrzeb zdrowotnych Polaków, taki model może stać się jednym z filarów nowoczesnego systemu opieki.
Czytaj także:
Opieka długoterminowa w końcu zaopiekowana? MZ szykuje zmiany
Studentka dziennikarstwa i nowych mediów na Uniwersytecie Civitas. Moją głowę najczęściej zaprzątają sprawy społeczne i wydarzenia kulturalne. Jestem również wielką miłośniczką zwierząt, stale szkolącą się w tematyce wychowania psów. Czas prywatny dzielę z dwoma czworonogami — ukochanym psem o imieniu Lukier i kotem bez ogona zwanym Ryszardem. Można mnie również spotkać na drogach za kierownicą ulubionego motocykla lub podczas imprez za konsolą DJ-ską. Lubię słuchać ludzi i widzieć jak zwykle niezauważony przez śmiertelników milimetrowy krok w medycynie - ratuje czyjeś życie - dlatego o tym piszę.
Partnerzy serwisu