Autor : Marcin Powęska
2026-01-22 14:27
Często pary decydujące się na zapłodnienie in vitro słyszą, że przed transferem zamrożonego zarodka konieczne jest intensywne przygotowanie hormonalne. Duże badanie kliniczne pokazuje, że nie zawsze powinno być to normą.
Transfer zamrożonego zarodka stał się dziś standardem w leczeniu niepłodności i odpowiada za ponad 60 proc. wszystkich transferów IVF na świecie. Kluczowym etapem jest przygotowanie błony śluzowej macicy, czyli endometrium, tak aby mogło przyjąć zarodek. W praktyce stosuje się dwa podejścia. Pierwsze opiera się na naturalnym cyklu owulacyjnym kobiety i precyzyjnym wyznaczeniu momentu transferu. Drugie polega na tzw. cyklu programowanym, w którym owulacja jest "zastępowana" lekami hormonalnymi (estrogenem i progesteronem) pozwalającymi lekarzom ściśle kontrolować cały proces. Od lat trwa spór, które z tych rozwiązań jest skuteczniejsze i bezpieczniejsze. Dotychczasowe badania nie dawały jednoznacznej odpowiedzi.
Lukę tę wypełnia najnowsza publikacja w British Medical Journal (BMJ). W wieloośrodkowym, randomizowanym badaniu klinicznym wzięło udział 4376 kobiet w wieku 20-40 lat, z regularną owulacją, leczonych w 24 ośrodkach leczenia niepłodności. Wszystkie planowały transfer pojedynczego, zamrożonego zarodka. Połowa uczestniczek została zakwalifikowana do przygotowania endometrium w naturalnym cyklu owulacyjnym, druga połowa do cyklu programowanego z użyciem hormonów. Następnie monitorowano przebieg leczenia, ciąży oraz porodu.
Wynik był zaskakujący. Zdrowe dziecko urodziło się u 42 proc. kobiet w grupie naturalnej owulacji i u 41 proc. kobiet w grupie hormonalnej. Różnica okazała się statystycznie nieistotna. Prawdziwe różnice pojawiły się jednak przy analizie bezpieczeństwa. Wśród kobiet, które zaszły w ciążę, ryzyko stanu przedrzucawkowego - groźnego powikłania związanego z wysokim ciśnieniem tętniczym - było wyraźnie niższe w grupie naturalnej (2,9 proc.) niż w grupie leczonej hormonami (4,6 proc.).
Podobny trend dotyczył innych komplikacji. W naturalnym cyklu rzadziej dochodziło do wczesnej utraty ciąży, problemów z nieprawidłowym oddzielaniem się łożyska po porodzie, cięć cesarskich oraz ciężkich krwotoków poporodowych. Różnice nie dotyczyły natomiast noworodków - masa urodzeniowa i częstość powikłań u dzieci były podobne w obu grupach.
Jedyną wyraźną wadą naturalnego podejścia była większa liczba cykli zakończonych przerwaniem leczenia przed transferem. Dotyczyło to 16,2 proc. kobiet w tej grupie, wobec 11,5 proc. w cyklu programowanym. Naturalna owulacja bywa trudniejsza do przewidzenia i wymaga bardzo precyzyjnego monitorowania.
Autorzy badania podkreślają, że choć ich analiza ma pewne ograniczenia, to jej siłą jest duża liczba uczestniczek i uwzględnienie zarówno skuteczności leczenia, jak i bezpieczeństwa matek oraz dzieci. Dodatkowe analizy potwierdziły stabilność wyników.
Wnioski są ostrożne, ale jasne: u kobiet z regularną owulacją naturalny cykl przygotowania do transferu zamrożonego zarodka jest równie skuteczny jak leczenie hormonalne, a przy tym wiąże się z niższym ryzykiem powikłań w ciąży i po porodzie.
Trzeba pamiętać, że nie jest to rozwiązanie dla wszystkich. Wybór metody powinien uwzględniać stan zdrowia kobiety, regularność cyklu, dostęp do monitorowania oraz indywidualne preferencje - zawsze decyduje lekarz. Opisane badanie może stać się wzorem dla kolejnych prób klinicznych, których celem będzie nie tylko osiągnięcie ciąży, ale także ograniczenie ryzyka powikłań i ochronę zdrowia kobiet w długiej perspektywie.
Czytaj także:
WHO: 1 na 6 osób mierzy się z niepłodnością
Endometrioza: ile ośrodków leczy "na NFZ"? Ile kobiet skorzystało?
Partnerzy serwisu