Autor : Magdalena Gajownik
2026-09-01 12:55
W 2025 r. w Polsce odnotowano 14 935 zamachów i zachowań samobójczych, z czego 4776 zakończyło się śmiercią - wynika z najnowszych danych GUS opartych na statystykach Policji. Ważne, żeby umieć rozpoznać kryzys psychiczny nie tylko w gabinecie psychiatry, ale też w szkole, przychodni, na komisariacie i w zwykłej rozmowie z bliską osobą. O tym, jakie sygnały powinny wzbudzić czujność, jak rozmawiać z osobą mającą myśli samobójcze i jakich zmian potrzebuje system, mówił nam dr hab. Łukasz Wieczorek, ekspert Instytutu Psychiatrii i Neurologii, kierownik Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym i Zakładu Socjologii i Zdrowia Publicznego IPiN.
Magdalena Gajownik: Jakie sygnały ostrzegawcze powinny szczególnie zwrócić uwagę np. lekarza pierwszego kontaktu? Lekarz POZ często jest pierwszą osobą, z którą spotyka się pacjent w kryzysie psychicznym, zanim trafi do psychiatry. Na co powinien zwrócić uwagę i jak rozpoznać, że pacjent potrzebuje pomocy?
dr hab. Łukasz Wieczorek: Lekarz pierwszego kontaktu, przyjmując takiego pacjenta, powinien przede wszystkim zwrócić uwagę na objawy związane z przygnębieniem i obniżonym nastrojem, które mogą wskazywać na zaburzenia nastroju czy depresję. Ważne są również zmiany w funkcjonowaniu społecznym - wycofanie z kontaktów i relacji, poczucie osamotnienia czy izolowanie się od innych. Lekarz POZ może też zauważyć nietypowe zachowanie pacjenta, które powinno skłonić go do bliższego przyjrzenia się jego sytuacji.
W takiej sytuacji bardzo ważne jest wspierające podejście i odpowiednie pokierowanie pacjentem –do psychiatry lub innego specjalisty, czy poprzez przekazanie informacji o bezpłatnych telefonach wsparcia dostępnych przez całą dobę. Nie można pozostawić takiej osoby samej bez żadnej interwencji.
Pracujemy nad standardami postępowania dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, które mają pomóc w bardziej uporządkowany i wystandaryzowany sposób reagować na sytuacje, gdy pacjent może znajdować się w kryzysie psychicznym lub mieć myśli samobójcze.
Czy nie jest to też kwestia większego wyczulenia i większej uważności drugiego człowieka? Ktoś może przecież pomyśleć, że nie będzie sobie zawracał głowy tym, że pacjent przyszedł w gorszym nastroju, bo może po prostu wstał lewą nogą.
To oczywiście prawda. Uważność i czujność na różnego rodzaju symptomy są bardzo ważne. Z drugiej strony warto też trochę „obronić” lekarzy POZ i pomyśleć o tym, że mają bardzo dużo na głowie podczas jednej wizyty. Część rzeczy może im po prostu umknąć.
Owszem, taka większa uważność, nawet na symptomy, które na pierwszy rzut oka nie świadczą o obniżonym nastroju czy myślach samobójczych, może pomóc osobie, która przychodzi w kryzysie.
Myślę, że użyteczne dla lekarzy pierwszego kontaktu mogłyby być krótkie testy przesiewowe dotyczące występowania myśli samobójczych czy wcześniejszych zachowań samobójczych. Mogłyby one szacować ryzyko wystąpienia samobójstwa i wspierać lekarzy POZ w wyłapywaniu takich osób.
Badania pokazują, że testy przesiewowe są skutecznym narzędziem identyfikacji różnych problemów - nie tylko zachowań samobójczych, ale także picia alkoholu, używania narkotyków i grania w gry hazardowe.
Oczywiście taki test nie jest narzędziem diagnostycznym. Jest sygnałem, że potrzebna jest pogłębiona diagnoza, na przykład u lekarza psychiatry. Dzięki temu jest jednak większa szansa, żeby „złapać” tę osobę w sieć pomocy i następnie zdiagnozować ją bardziej szczegółowo, zamiast ją przegapić i zwiększać ryzyko, że dojdzie do samobójstwa.
Jak dużym problemem są dzisiaj kryzysy psychiczne?
Grupy ryzyka są podobne na przestrzeni lat. Jeśli mówimy o dzieciach i młodzieży, to jest to jedna z takich grup. Grupą ryzyka są także mężczyźni, którzy w większym stopniu niż kobiety umierają w wyniku samobójstw. To są również seniorzy, o których dosyć rzadko się myśli, kiedy mówi się o zjawisku samobójstw.
Seniorzy rzadko pojawiają się w przekazach medialnych i komunikatach dotyczących samobójstw. To jest też mniej „medialna” grupa w porównaniu z dziećmi i młodzieżą, o które wszyscy się troszczymy i rozwijamy psychiatrię dziecięcą.
Trochę zapominamy, że w grupie ryzyka są seniorzy, którzy w tym okresie życia doświadczają różnych zmian. To może być przejście na emeryturę, utrata kontaktów zawodowych i obniżenie dochodów.
Seniorzy doświadczają też straty związanej ze śmiercią współmałżonka czy odejściem dzieci z domu. To również może wiązać się z obniżeniem nastroju i zwiększeniem ryzyka samobójstwa.
Seniorzy częściej zapadają też na różnego rodzaju choroby somatyczne, a występowanie chorób somatycznych jest czynnikiem zwiększającym ryzyko samobójstwa. Rzadko się o tym mówi, a jest to grupa, która w dużym stopniu doświadcza kryzysów i zachowań samobójczych.
A jak dane wyglądają na przestrzeni lat?
Dysponujemy przede wszystkim danymi policyjnymi i trzeba pamiętać o ich ograniczeniach. Można jednak zaobserwować pewien delikatny spadek liczby samobójstw zarówno w grupie dzieci i młodzieży, jak i w populacji ogólnej.
Nie są to jednak spektakularne spadki. Być może częściowo wiążą się z działaniami realizowanymi w ramach Krajowego Programu Przeciwdziałania Zachowaniom Samobójczym, który jest realizowany od 2021 r. W okresie obowiązywania programu obserwujemy spadek liczby samobójstw w porównaniu z wcześniejszym okresem.
Z drugiej strony warto patrzeć też na trendy kulturowe, które nie są do końca badane. Trudno powiedzieć, na ile spadek jest związany z większą dostępnością pomocy psychologicznej, całodobowych linii pomocowych czy dostępem do lekarzy i psychiatrów. Nie mamy dokładnych szacunków, co w jakim stopniu odpowiada za ten trend.
Myślę jednak, że działania realizowane w ramach programu finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia są bardzo ważne.
Strażacy, policjanci, nauczyciele - to między innymi te grupy zawodowe które są na tzw. pierwszej linii. Czy te grupy są odpowiednio przygotowane do rozpoznawania kryzysów i reagowania?
Właśnie obejmujemy te grupy zawodowe wsparciem merytorycznym, ponieważ wiemy, że mogą być niedostatecznie przygotowane do radzenia sobie z kryzysami samobójczymi występującymi u osób, z którymi mają kontakt.
Wiemy też, że ze strony policjantów jest zapotrzebowanie na szkolenia związane ze standardami postępowania z osobami w kryzysie samobójczym. Stąd realizacja różnego rodzaju szkoleń, które im oferujemy.
Tak samo jest w przypadku nauczycieli. W porozumieniu z Ośrodkiem Rozwoju Edukacji mamy informacje, że nauczyciele są zainteresowani udziałem w naszych szkoleniach dotyczących postępowania w kryzysie sambójczym.
To może świadczyć o pewnym braku kompetencji, który jest dostrzegany również przez same grupy zawodowe, ponieważ chętnie zgłaszają się na szkolenia.
Ważne jest też to, że duchowni, którzy są jedną z grup zawodowych objętych szkoleniami, również chętnie w nich uczestniczą. To jest ciekawe, ponieważ religia chrześcijańska potępia akt samobójstwa co może wiązać się ze stygmatyzacją. Z drugiej strony mamy księży, którzy uczestniczą w szkoleniach, chcą współpracować i wiedzieć, jak postępować z osobami pozostającymi w kryzysie.
Ta potrzeba rozwoju kompetencji wynika więc również z samych grup zawodowych. Ostatnio zgłosili się do nas kuratorzy rodzinni, którzy powiedzieli, że również potrzebują takich standardów. Dla nich także je opracowujemy.
Wydaje mi się, że problem postępowania z osobami w kryzysie jest widoczny w różnych grupach zawodowych i jest duża potrzeba rozwijania kompetencji w tym obszarze.
Jak powinna wyglądać współpraca różnych grup zawodowych i służb, żeby pacjent był zaopiekowany systemowo od początku do końca?
Przede wszystkim powinien być płynny przepływ informacji pomiędzy różnymi grupami zawodowymi – pracownikami pomocy społecznej, psychologami, pedagogami szkolnymi, ale także służbami mundurowymi, na przykład policją.
Jeśli ten obieg informacji jest płynny, istnieje większa szansa na objęcie wsparciem osób, u których ryzyko samobójstwa jest większe.
Jeśli na przykład psycholog szkolny rozpoznaje u dziecka myśli samobójcze, nie powinno się to ograniczać wyłącznie do poinformowania rodziców. Wydaje mi się, że w jakiś sposób powinny zareagować również służby pomocy społecznej, żeby monitorować sytuację w domu. Powinny być też włączone służby związane z pomocą psychologiczną i pedagogiczną, a także dostępne formy pomocy świadczone lokalnie. Teraz jest tak, że raczej sprawa zostaje w jednej instytucji.
Czy uważa pan, że szkolenia z zakresu rozpoznawania kryzysu psychicznego i reagowania powinny być obowiązkowe dla niektórych grup zawodowych?
Nie wiem, czy obowiązkowe. Wydaje mi się, że warto, żeby były elementem różnego rodzaju szkoleń, kursów czy studiów i żeby znalazły się w podstawie programowej.
To jest bardzo ważne, bo o zachowaniach samobójczych mówi się coraz więcej, a jednocześnie występują one nadal często i są obarczone ogromną szkodliwością.
Śmierć jednej osoby dotyka przecież kilkudziesięciu innych osób z jej otoczenia. To są również koszty dla rodziny, społeczeństwa i gospodarki. Mamy więc do czynienia z wielowymiarowymi szkodami. Jeśli chcemy ich uniknąć, powinniśmy dążyć do przeciwdziałania samobójstwom.
Jeżeli wiedza o tym, jak rozpoznawać kryzys i jak reagować, byłaby elementem studiów lekarskich czy psychologicznych albo programem szkoleń dla policjantów czy strażaków, byłoby to bardzo dobre rozwiązanie. Z korzyścią zarówno dla tych grup zawodowych, jak i dla całego społeczeństwa. Byłoby to po prostu rozwiązanie systemowe.
Jakie zmiany byłyby potrzebne systemowo, żeby lepiej wspierać osoby w kryzysie?
Jak sobie o tym myślę, to zawodzi przede wszystkim monitoring osób w kryzysie, czyli identyfikacja tych osób. Brakuje dostrzegania, że ktoś może doświadczać kryzysu samobójczego.
Z drugiej strony osoby, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi, mogą obawiać się ujawnienia swoich problemów z uwagi na stygmatyzację, piętnowanie czy niechęć do mówienia o swoich problemach obcym ludziom. To również może być barierą.
Dlatego ważna jest strategia destygmatyzacji – na przykład kampanie społeczne, które będą destygmatyzowały choroby psychiczne i różnego rodzaju zachowania samobójcze.
Istotna jest również otwartość przedstawicieli różnych środowisk zawodowych, na przykład duchownych, którzy nie będą potępiali, ale zachęcali do rozmowy i ujawnienia swojego samopoczucia, a jednocześnie będą wiedzieli, co zrobić w takiej sytuacji.
Jedną z barier w dostępie do pomocy może być też to, że przedstawiciele różnych grup zawodowych obawiają się identyfikować zachowania samobójcze, ponieważ nie wiedzą, jak postąpić z osobą w kryzysie. Nie wiedzą, gdzie ją skierować i jak jej pomóc.
Jak powinna wyglądać rozmowa, jeżeli podejrzewamy, że u kogoś pojawiają się myśli samobójcze? Jak rozmawiać, żeby wesprzeć, a nie przestraszyć?
Przede wszystkim warto powiedzieć, że występowanie myśli samobójczych nie jest czymś, z czym zmaga się tylko ta jedna osoba. Są inni ludzie, którzy również mają takie myśli.
Warto powiedzieć: „Pamiętaj, że nie jesteś sam. Mogę cię wesprzeć i pomóc. Mogę pomóc ci pójść do lekarza czy psychiatry”.
Najważniejsze jest zapewnienie tej osoby, że nie jest w tym wszystkim sama i że z myślami czy zachowaniami samobójczymi można sobie poradzić. To jest coś, przez co można przejść, ale jeśli samemu jest z tym trudno, potrzebne jest wsparcie.
Czytaj także:
Kryzys psychiczny: jak rozpoznać sygnały i pomóc?
Centra zdrowia psychicznego z nowymi zasadami. Co planuje MZ?
Partnerzy serwisu