Autor : Marcin Powęska
2025-09-03 08:22
Migotanie przedsionków to zaburzenie rytmu serca, którego leczenie coraz częściej wymaga zabiegów ablacji. Najnowsze badanie kliniczne pokazuje, że odpowiedź na pytanie o najlepszą metodę wcale nie jest jednoznaczna.
Nowoczesne technologie w kardiologii często budzą wielkie nadzieje - szczególnie gdy obiecują mniej inwazyjne i bardziej precyzyjne leczenie. Tak jest w przypadku ablacji PFA (Pulsed Field Ablation), metody, która miała zrewolucjonizować leczenie migotania przedsionków. Najnowsze wyniki dużego, międzynarodowego badania BEAT-PAROX-AF, przedstawione podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC 2025) w Madrycie, pokazują jednak, że choć PFA jest szybsza i wydaje się bezpieczniejsza, to w skuteczności nie przewyższa klasycznej ablacji RFA.
Migotanie przedsionków (AF) to najczęstsza przewlekła arytmia serca na świecie. Objawia się nieregularnym, często przyspieszonym biciem serca, które może prowadzić do duszności, osłabienia, a w dłuższej perspektywie do udaru mózgu czy niewydolności serca. W Europie cierpi na nią już ponad 10 milionów osób, a liczby rosną wraz ze starzeniem się społeczeństw.
Podstawą leczenia są leki antyarytmiczne i przeciwkrzepliwe (antykoagulanty). Kiedy jednak farmakoterapia zawodzi, lekarze sięgają po ablację - zabieg polegający na zniszczeniu fragmentów tkanki serca odpowiedzialnych za powstawanie nieprawidłowych impulsów elektrycznych. Najczęściej stosuje się ablację termiczną, czyli punktowe podgrzewanie tkanek falą radiową (RFA).
Od kilku lat na świecie testuje się nową metodę - ablację PFA. W przeciwieństwie do klasycznej techniki termicznej, ablacja PFA wykorzystuje krótkie, bardzo silne impulsy elektryczne, które selektywnie uszkadzają komórki mięśnia sercowego, pozostawiając nienaruszone sąsiednie tkanki, takie jak przełyk czy nerw przeponowy. To właśnie ta selektywność i szybkość procedury sprawiły, że PFA uznano za potencjalną przyszłość kardiologii zabiegowej.
Aby sprawdzić, czy PFA rzeczywiście jest lepsza od sprawdzonej ablacji RFA, zespół pod kierownictwem prof. Pierre'a Jaïsa z francuskiego instytutu IHU LIRYC przeprowadził randomizowane badanie kliniczne BEAT-PAROX-AF.
Wzięło w nim udział 289 pacjentów z napadowym migotaniem przedsionków, które nie reagowało na leczenie farmakologiczne. Uczestnicy, w wieku od 18 do 80 lat, chorowali przeciętnie od ponad trzech lat. Wszyscy otrzymywali skuteczne leczenie przeciwkrzepliwe przez co najmniej trzy tygodnie przed planowanym zabiegiem.
Pacjentów losowo przydzielono do jednej z dwóch grup: pierwsza przeszła ablację PFA (metoda "single-shot"), druga ablację RFA według zaawansowanego protokołu CLOSE (punkt po punkcie, aby uzyskać pełną izolację żył płucnych). Obie procedury miały na celu ten sam efekt - odizolowanie żył płucnych, które są głównym źródłem nieprawidłowych impulsów prowadzących do arytmii.
Kluczowym wskaźnikiem skuteczności było to, czy po roku pacjenci pozostali wolni od nawrotów arytmii. Monitorowano ich za pomocą tygodniowych samodzielnych zapisów EKG na urządzeniach mobilnych, a także w momentach odczuwania objawów. Do niepowodzenia kwalifikowano zarówno powrót arytmii, konieczność kardiowersji, ponowne wdrożenie leków antyarytmicznych, jak i potrzebę kolejnego zabiegu.
Po 12 miesiącach okazało się, że skuteczność obu metod była praktycznie identyczna. W grupie PFA aż 77,2 proc. pacjentów pozostało wolnych od nawrotów arytmii, a w grupie RFA 77,6 proc. Różnica nie była istotna statystycznie, co oznacza, że żadna metoda nie okazała się lepsza.
Istotne różnice dotyczyły jednak czasu zabiegu. Ablacja PFA trwała średnio 56 minut, podczas gdy klasyczna ablacja RFA - 95 minut. To aż 40 minut różnicy, co ma znaczenie zarówno dla komfortu pacjenta, jak i dla pracy ośrodków kardiologicznych, które mogą dzięki temu leczyć więcej chorych w krótszym czasie.
Pod względem bezpieczeństwa obie metody wypadały dobrze, ale PFA wiązała się z mniejszą liczbą poważnych powikłań. W grupie PFA odnotowano 3,4 proc. takich zdarzeń, w grupie RFA - 7,6 proc. Najpoważniejszym incydentem w grupie PFA był przemijający atak niedokrwienny (TIA), zwany powszechnie mikroudarem. Z kolei w grupie RFA doszło m.in. do dwóch przypadków tamponady serca (nagromadzenia krwi w worku osierdziowym wymagającego drenażu) oraz dwóch zwężeń żył płucnych powyżej 70 proc. Co istotne, nie odnotowano żadnych zgonów, udarów ani trwałego uszkodzenia nerwu przepony.
Wyniki BEAT-PAROX-AF wpisują się w rosnącą liczbę badań nad PFA. Pokazują, że metoda ta nie przewyższa skutecznością klasycznej ablacji, ale jest równie dobra, a przy tym szybsza i prawdopodobnie bezpieczniejsza. To cenna wiadomość dla pacjentów i lekarzy, bo oznacza, że w przyszłości PFA może stać się popularną alternatywą, szczególnie tam, gdzie liczy się krótki czas zabiegu i ograniczenie ryzyka powikłań.
Profesor Jaïs podsumował wyniki jednoznacznie: obie metody mają podobną skuteczność, ale PFA może oferować przewagę w zakresie bezpieczeństwa i efektywności czasowej.
Czytaj także:
Nowa technologia w NIKard ratuje pacjentów z wadami serca
Przeszczep płuc u 77-latka. Takich pacjentów będzie coraz więcej
Partnerzy serwisu