Autor : Marcin Powęska
2026-07-01 15:01
Niewydolność serca dotyczy już ponad 64 mln dorosłych na świecie i jest jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji. Międzynarodowe towarzystwa kardiologiczne opublikowały nową definicję tej choroby.
Właśnie poznaliśmy Drugą Uniwersalną Definicję Niewydolności Serca (Second Universal Definition of Heart Failure), która aktualizuje dokument z 2021 r. Opracowali ją eksperci m.in. z American Heart Association, American College of Cardiology, European Society of Cardiology, World Heart Federation, Heart Failure Society of America oraz Japońskiego Towarzystwa Niewydolności Serca.
Nowa definicja ma ujednolicić sposób rozpoznawania i klasyfikowania niewydolności serca na całym świecie. Autorzy podkreślają, że dotychczasowe różnice w nazewnictwie i kryteriach diagnostycznych utrudniały porównywanie wyników badań klinicznych, prowadzenie rejestrów oraz rozwój nowych metod leczenia. Dokument został jednocześnie opublikowany w czterech najważniejszych czasopismach kardiologicznych, m.in. Circulation.
Jednym z głównych założeń nowych zaleceń jest przesunięcie punktu ciężkości z leczenia zaawansowanej niewydolności serca na jej zapobieganie. Eksperci chcą, aby lekarze identyfikowali osoby zagrożone chorobą jeszcze przed wystąpieniem pierwszych objawów.
Dotyczy to przede wszystkim pacjentów z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą typu 2, otyłością, przewlekłą chorobą nerek czy innymi schorzeniami zwiększającymi ryzyko uszkodzenia serca. Wczesna diagnoza ma umożliwić wdrożenie leczenia i zmian stylu życia, zanim dojdzie do nieodwracalnego pogorszenia funkcji mięśnia sercowego.
Jedna z najważniejszych zmian dotyczy oceny frakcji wyrzutowej lewej komory (LVEF), czyli jednego z podstawowych parametrów wykorzystywanych w diagnostyce niewydolności serca. Dotychczas chorobę klasyfikowano głównie na podstawie sztywnych wartości tego wskaźnika.
Nowy dokument odchodzi od takiego podejścia. Eksperci zwracają uwagę, że frakcja wyrzutowa różni się naturalnie w zależności od płci, wieku czy pochodzenia etnicznego. Dlatego zamiast opierać się wyłącznie na konkretnych wartościach liczbowych, proponują bardziej praktyczny podział na niewydolność serca z obniżoną, zachowaną i poprawioną frakcją wyrzutową. Ma to ułatwić podejmowanie decyzji terapeutycznych i lepiej odzwierciedlać rzeczywisty stan chorego.
Dokument po raz pierwszy wprowadza również uniwersalny system klasyfikacji przyczyn niewydolności serca. Celem jest ujednolicenie danych zbieranych w badaniach klinicznych i rejestrach medycznych oraz lepsze określenie, co doprowadziło do rozwoju choroby u konkretnego pacjenta. Pozwoli to częściej stosować leczenie ukierunkowane na przyczynę niewydolności serca, a nie tylko terapię łagodzącą jej skutki.
Autorzy dokumentu odchodzą również od postrzegania niewydolności serca jako nieodwracalnego rozpoznania. Zwracają uwagę, że przebieg choroby jest dynamiczny.
Dzięki nowoczesnym terapiom u części pacjentów możliwa jest poprawa funkcji serca, remisja objawów, a nawet częściowe odzyskanie sprawności mięśnia sercowego. Oczywiście u innych chorych choroba nadal może postępować. Nowa definicja uwzględnia wszystkie te scenariusze i opisuje niewydolność serca jako proces, którego przebieg może się zmieniać w czasie.
To nie wszystko. Nowa definicja po raz pierwszy wyraźnie podkreśla wpływ czynników społecznych na rozwój i przebieg niewydolności serca. O rokowaniu pacjentów decydują nie tylko choroby współistniejące, lecz także dostęp do opieki medycznej, sytuacja ekonomiczna, miejsce zamieszkania oraz organizacja systemu ochrony zdrowia. Uwzględnienie tych czynników ma pomóc lepiej planować działania profilaktyczne i zdrowotne w różnych częściach świata.
Nowa definicja stanie się podstawą kolejnych amerykańskich wytycznych dotyczących leczenia niewydolności serca, których publikację zaplanowano na koniec 2027 r. Ma również ułatwić prowadzenie badań naukowych i przyspieszyć wdrażanie bardziej spersonalizowanego leczenia pacjentów na całym świecie.
Czytaj także:
Kadry: Prof. Mizia-Stec z nową funkcją w kardiologii
AI wchodzi do szpitali: odpowiedzialność wciąż będzie ponosił lekarz