Autor : Antonina Zborowska
2025-09-25 15:14
Po wczorajszej Komisji Zdrowia, na której kierownictwo resortu przedstawiło plan działań na najbliższe dwa lata, atmosfera wokół ochrony zdrowia zrobiła się gorąca. Dziś rano w Sejmie posłowie Prawa i Sprawiedliwości zasypali nowego wiceministra Tomasza Maciejewskiego lawiną pytań o dramatyczny stan polskich szpitali, kolejki do specjalistów i zamykane oddziały.
Jako pierwsza głos zabrała posłanka Barbara Bartuś (PiS), która w emocjonalnym wystąpieniu wyliczała problemy swojego regionu i całego kraju.
– Panie Marszałku, panie ministrze, Polacy od miesięcy alarmują. Dostęp do specjalistów i badań jest coraz trudniejszy. Kolejki dramatycznie się wydłużają (...). Pacjenci są zmuszani do korzystania z drogiej, a coraz częściej mniej dostępnej opieki prywatnej. W powiecie gorlickim na leczenie trzyletniej Nikoli zbieramy na festynach. To efekt realnego niedofinansowania systemu. Jakie natychmiastowe działania podejmiecie? – pytała.
Poseł Andrzej Kryj (PiS) pytał wprost o dostęp do lekarzy:
– W kampanii wyborczej obiecywaliście, że wszystkie problemy w służbie zdrowia znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tymczasem luka finansowa w budżecie NFZ może w tym roku wynieść prawie 34 miliardy złotych. Średni czas oczekiwania do ortopedy to już 114 dni. Co zrobicie, żeby ludzie przestali się bać o swoje zdrowie?
Na zarzuty odpowiedział wiceminister Tomasz Maciejewski, podkreślając, że resort nie tylko zwiększył nakłady, ale też przygotowuje reorganizację systemu. – W planie NFZ na 2025 r. nakłady wzrosły o 26 mld zł wobec roku 2024. Do tego przekazano dodatkowe 9,3 mld zł dotacji, a minister finansów zwiększył środki o kolejne 1,5 mld zł. To realny wzrost, który ma wzmocnić szpitale powiatowe – wyliczał.
Zapewniał też, że resort wprowadza mechanizmy poprawiające dostęp do specjalistów: – Zwiększamy finansowanie wizyt pierwszorazowych i zabiegowych, by zlikwidować "wizyty receptowe", które blokują kolejki. Sukcesywnie wprowadzana e-rejestracja powinna usprawnić system i ograniczyć problem nieodwoływanych wizyt.
Dużo emocji wzbudził wątek oddziałów ginekologiczno-położniczych. Maciejewski tłumaczył, że przyczyną jest demografia. – Na początku lat 2000 rodziło się blisko pół miliona dzieci rocznie, dziś będzie to zaledwie 220 tysięcy. To wymusza reorganizację. W Polsce tylko około 7 tys. kobiet mieszka dalej niż 40 minut od szpitala z porodówką. Każda z nich jest dla nas ważna i przygotowujemy rozwiązania, by zapewnić im bezpieczeństwo – zapewniał.
Minister dodał też, że bezpieczeństwo rodzących wymaga odpowiedniej liczby porodów w oddziale. – Światowe standardy wskazują, że musi się odbywać co najmniej jeden poród dziennie, aby personel zachował sprawność. Oddziały z 30 czy 80 porodami rocznie są realnym zagrożeniem dla pacjentek.
Maciejewski, który przypomnijmy, jest praktykującym ginekologiem-położnikiem poinformował również, że w czwartym kwartale tego roku resort przedstawi nowe rozwiązanie organizacyjne, tzw. "produkt", który ma zapewnić opiekę w miejscach zagrożonych "białymi plamami".
– Będziemy proponować model umożliwiający opiekę ginekologiczno-położniczą również tam, gdzie z powodów demograficznych oddziały nie mogą dalej funkcjonować. Proszę mi wierzyć – jako praktykujący ginekolog-położnik wiem, jak ważne jest bezpieczeństwo kobiet ciężarnych. I nie zostawimy ich bez pomocy – podkreślił.
Argumenty ministra nie przekonały posłanek opozycji. Ewa Leniart (PiS) wskazywała na przykład Podkarpacia: – W Lesku kobiety będą musiały dojeżdżać nawet 80 kilometrów po trudnym terenie. Jeśli nie zmienicie zasad wyceny i nie weźmiecie współodpowiedzialności, zapaść służby zdrowia będzie się pogłębiać.
Na koniec Barbara Bartuś przypomniała, że problem nie dotyczy tylko porodów: – Ginekologia to nie tylko kobiety rodzące. To również starsze pacjentki, które też tracą dostęp do leczenia blisko domu.
Czytaj także:
Priorytety Ministerstwa Zdrowia na lata 2025–2027. Co się zmieni?
Polacy wciąż ignorują szczepienia HPV, mimo że ratują przed rakiem
Porodówka w Lesku znów zagrożona? Protest i interwencja w MZ
Studentka dziennikarstwa i nowych mediów na Uniwersytecie Civitas. Moją głowę najczęściej zaprzątają sprawy społeczne i wydarzenia kulturalne. Jestem również wielką miłośniczką zwierząt, stale szkolącą się w tematyce wychowania psów. Czas prywatny dzielę z dwoma czworonogami — ukochanym psem o imieniu Lukier i kotem bez ogona zwanym Ryszardem. Można mnie również spotkać na drogach za kierownicą ulubionego motocykla lub podczas imprez za konsolą DJ-ską. Lubię słuchać ludzi i widzieć jak zwykle niezauważony przez śmiertelników milimetrowy krok w medycynie - ratuje czyjeś życie - dlatego o tym piszę.
Partnerzy serwisu