Autor : Magdalena Gajownik
2026-02-05 16:33
Zakończenie leczenia onkologicznego wcale nie musi oznaczać spokoju. Lekarze coraz głośniej mówią o luce w systemie, która pojawia się po terapii nowotworu. Odpowiedzią ma być paszport onkologiczny – narzędzie, które ma uporządkować dalszą opiekę nad pacjentem i dać jasne wytyczne na kolejne lata.
Dla wielu pacjentów moment zakończenia leczenia nowotworu nie jest ulgą, a początkiem nowego, pełnego niepewności etapu. O tym, dlaczego właśnie wtedy system opieki często zawodzi, mówiła dr n. med. Paulina Jagodzińska-Mucha z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie podczas konferencji z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem 2026 „Onkologia – razem możemy więcej!”, która odbyła się w Centrum Edukacyjno-Konferencyjnym NIO – Z perspektywy klinicznej moment zakończenia leczenia onkologicznego nie jest tak naprawdę momentem neutralnym, to jest moment bardzo wrażliwy dla pacjenta, bo on przechodzi do kolejnego etapu.
Jak tłumaczyła, system dobrze radzi sobie na początku ścieżki pacjenta. Jest karta DiLO, szybka diagnostyka, potem leczenie w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej i opieka koordynatora. Problem pojawia się wtedy, gdy terapia się kończy. W praktyce pacjent często trafia wtedy do bardziej rozproszonego systemu opieki – POZ lub AOS – bez jasnych, jednolitych zaleceń dalszego postępowania.
Odpowiedzią na ten problem ma być paszport onkologiczny – rozwiązanie projektowane jako naturalna kontynuacja elektronicznej karty DiLO, a nie kolejny biurokratyczny dokument.
– Onkologia bardzo prężnie i szybko się rozwija, jest wiele dziedzin i ciężko wymagać od lekarzy innych specjalności czy też lekarzy rodzinnych, aby mieli taką stuprocentową wiedzę dotyczącą dalszego prowadzenia takich chorych – wskazywała dr Jagodzińska-Mucha. Paszport onkologiczny ma działać cyfrowo i automatycznie. Po wpisaniu rozpoznania i zaawansowania choroby do e-DiLO system miałby sam „zaciągać” aktualne zalecenia dotyczące dalszej obserwacji pacjenta. Kluczową rolę mają odgrywać rekomendacje follow-up, opracowywane i aktualizowane przez ekspertów zrzeszonych przy Polskim Towarzystwie Onkologicznym. Dzięki temu lekarz POZ lub AOS miałby jasny, uniwersalny plan dalszego postępowania – zgodny z najnowszą wiedzą medyczną. Paszport zawierałby również informacje o możliwych powikłaniach po leczeniu oraz tzw. czerwonych flagach, które powinny skłonić do szybkiego skierowania pacjenta z powrotem do onkologa.
– Nie zależy nam na tym, żeby przerzucać odpowiedzialność opieki nad tym pacjentem onkologicznym na lekarza POZ, to zupełnie nie o to chodzi. Są takie sytuacje kliniczne, gdzie ten pacjent może być pod opieka lekarza POZ, ale my oczywiście nie odpisujemy się od tych chorych, dalej chcemy mieć nad nimi pełną kontrole, natomiast też musimy zrobić przestrzeń w onkologii na to, aby mogli z tych wizyt i z tej diagnostyki skorzystać też chorzy którzy tego wymagają na samym początku swojego leczenia – podkreślała lekarka. Jak dodała, takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć dublowanie badań, skrócić kolejki i obniżyć koszty systemu, a jednocześnie dać pacjentom poczucie bezpieczeństwa po zakończeniu leczenia.
Paszport onkologiczny ma być więc nie nową platformą, a takim brakującym ogniwem, które spina całą ścieżkę pacjenta – od podejrzenia choroby aż po długofalową obserwację. Jeśli pomysł zostanie wdrożony, może stać się jednym z ważniejszych elementów dalszego rozwoju opieki onkologicznej w Polsce.
Czytaj także:
Partnerzy serwisu