Autor : Marcin Powęska
2026-01-21 12:58
Parlament Europejski wysłał jasny sygnał: dostęp do pigułek antykoncepcyjnych i części leków związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym powinien być stabilny i odporny na kryzysy. Niektóre kraje - w tym Polska - mają odmienne zdanie na ten temat.
Europosłowie, z inicjatywy liberalnej grupy Renew, przeforsowali poprawkę do projektu Aktu Leków Krytycznych (CMA). Zakłada ona, że kraje UE powinny zadbać o bezpieczny, ciągły i przystępny cenowo dostęp do leków antykoncepcyjnych oraz części produktów związanych z aborcją. W uzasadnieniu wprost wskazano, że niedobory i zakłócenia dostaw "podważają bezpieczeństwo pacjentów i pogłębiają nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej w całej Unii".
Poprawkę poparły ugrupowania proeuropejskie oraz część Europejskiej Partii Ludowej. Dla jej zwolenników to logiczne rozszerzenie unijnej polityki lekowej, która po pandemii COVID-19 coraz mocniej koncentruje się na bezpieczeństwie dostaw.
Dla części europosłów głosowanie miało także wyraźny wymiar symboliczny. Hiszpański deputowany S&D Nicolás González Casares podkreślał, że to kolejny dowód, iż w Parlamencie wciąż istnieje większość gotowa bronić praw kobiet. Jego zdaniem wynik głosowania, następujący krótko po obywatelskiej inicjatywie "My Voice My Choice", przypomina, że skład PE realnie wpływa na kierunek europejskiej polityki zdrowotnej i społecznej.
Przyjęcie poprawki przez Parlament nie kończy procesu legislacyjnego. Teraz projekt trafi do negocjacji z Radą UE i Komisją Europejską. I tu pojawiają się poważne wątpliwości. Osoby z otoczenia rumuńskiego europosła Vlada Voiculescu, autora poprawki, przyznają wprost, że jej los jest niepewny. Ich zdaniem stanowisko państw członkowskich oraz Komisji może sprawić, że zapis zostanie usunięty w trakcie rozmów.
Polska - podobnie jak Węgry - od lat argumentuje, że kwestie antykoncepcji i aborcji należą wyłącznie do kompetencji narodowych. Ten pogląd wielokrotnie wybrzmiewał w debatach unijnych i wraca także teraz.
Na początku stycznia komisarz ds. zdrowia Olivér Várhelyi powtórzył, że leki związane z aborcją "prawnie podlegają kompetencjom krajowym", a Unia nie ma mandatu do działania w tym zakresie. Podobną argumentację przedstawiał już jesienią 2024 r., podczas przesłuchań przed Parlamentem Europejskim. Polski rząd będzie najpewniej konsekwentnie sprzeciwiał się utrwaleniu takich zapisów w unijnym prawie, nawet jeśli formalnie dotyczą one "bezpieczeństwa lekowego", a nie bezpośrednio praw reprodukcyjnych.
Czytaj także:
Darmowa antykoncepcja: "Nie mamy już na co wydawać pieniędzy?"
Partnerzy serwisu