Autor : Aleksandra Kurowska
2026-06-02 13:39
Powszechne wdrożenie tanich testów diagnostycznych do koszyka POZ oraz skuteczniejsze wykorzystanie potencjału medycyny pracy - to niektóre z kluczowych propozycji jakie pojawiły się podczas dyskusji ekspertów o przyszłości polskiej profilaktyki. Jej uczestnicy wskazali również na potrzebę wprowadzenia zachęt podatkowych dla pacjentów oraz rozszerzenia uprawnień diagnostów i pielęgniarek.
Tego dowiesz się z tego tekstu:
● Pieniądze i edukacja jako klucz do zmian ponadresortowych
● Inwestycja w diagnostykę laboratoryjną zamiast drogiej hospitalizacji
● Medycyna pracy i powszechne testy POZ w walce z ukrytymi chorobami
● Skoordynowana opieka i odciążenie systemu przez porady pielęgniarskie
“Czas na profilaktykę: zdrowie populacji w centrum polityk publicznych” - to tytuł debaty, która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Zorganizowały ją wspólnie Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa oraz Francusko-Polska Izba Gospodarcza. Okazją był raport poświęcony profilaktyce.
Tym razem nie dotyczył on onkologii czy szczepień. Rozmawiano o chorobach niezakaźnych i innych niż onkologiczne, m.in. o chorobach nerek, udarach, niezakaźnych chorobach płuc. Mówiono o roli lekarzy POZ, o medycynie pracy, o ciekawych przykładach na to, żeby zaktywizować Polaków, żeby częściej się badali.
Ale jak sprawić, żeby ten temat profilaktyki stał się na tyle głośny, żeby rząd jednak chciał przeznaczać na to pieniądze i aby te działania były ponad resortowe, a nie były problemem tylko Ministerstwa Zdrowia? - Edukacja, ale nie edukacja w szkole, to znaczy oczywiście też w szkole, ale edukacja prowadzona przez osoby, które się na tym znają w stosunku do decydentów. Należy jak najwięcej paneli zwoływać, jak najwięcej konferencji ze wskazaniem bezpośrednich efektów. Najlepiej z międzynarodowymi specjalistami - uważa Wojciech Konieczny, senator RP, były wiceminister zdrowia.
- Tutaj bym widział zaangażowanie np. Komisji Zdrowia Parlamentu Europejskiego, gdzie rzeczywiście przyjeżdżają osoby i mówią, co się wydarzyło w Hiszpanii, co się wydarzyło w Irlandii, co się wydarzyło na Litwie np. z alkoholem - dodaje. To pokaże już efekty w liczbach, w pieniądzach. - Jeżeli rzeczywiście ktoś mówi, że my we Francji zmniejszyliśmy ilość wydawanych pieniędzy na leczenie jakichś chorób o tyle, no to zaczyna to być elementem zainteresowania - podkreśla Konieczny.
Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.
Debatowano także o wykonywaniu różnych badań. Część z nich jest finansowanych przez NFZ, ale za rzadko Polacy są na nie kierowani. Czasami nie wiedzą, że w ogóle mają taką możliwość.
- Jeśli chodzi o poszerzenie działań profilaktycznych, w tym badań w zakresie diagnostyki laboratoryjnej, które mają służyć prewencji, no to taki przegląd nie jest specjalnie trudny. Mamy wyspecjalizowane organizacje chociażby diagnostów laboratoryjnych, którzy interdyscyplinarnie, są w stanie wskazać, które z tych badań są odpowiednio tanie, są kosztowe efektywne, przynoszą efekty w jakimś horyzoncie czasowym. Oczywiście należy spojrzeć do dokumentów strategicznych, które są opracowane w onkologii, w hematoonkologii, w kardiologii, w neurologii - wymienia prof. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia, obecnie Polskie Towarzystwo Farmakoekonomiczne.
- Wszystko to leży na stole, ta wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Oczywiście łączy się to z nakładami finansowymi, ale to jest inwestycja. Inwestycja, która potem przesuwa nas w kierunku zdrowia populacji, w kierunku tych najbardziej opłacalnych metod oddziaływania, a odsuwa nas od tych bardziej kosztochłonnych związanych z opieką specjalistyczną bądź hospitalizacją - tłumaczy prof. Czech.
Badania zleca lekarz. Ale czy zawsze tak musi być? Może niektóre rzeczy mogliby przyjąć diagności? - Rzeczywiście marzymy o tym, aby mogła być wprowadzona laboratoryjna porada diagnostyczna i te dodatkowe kompetencje dla diagnosty. Tam, gdzie widzi taką potrzebę, rzeczywiście opierając się na swojej wiedzy, mógł zlecić takie badanie - podkreśla Monika Pintal-Ślimak, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.
W przypadku przewlekłej choroby nerek, która występuje aż u 10-11 proc. populacji osób dorosłych, szacuje się, że tylko co dwudziesta osoba ma tego świadomość. Reszta po prostu o tym nie wie. Jakie badania są kluczowe w przypadku choroby nerek? - Profilaktyka jest bardzo prosta. Należy badać dwa parametry. Po pierwsze oszacować jak nerki działają w tej chwili. To badanie się nazywa eGFR. Każde laboratorium w Polsce to badanie wykonuje. Po drugie, oddać poranną próbkę moczu do laboratorium i poprosić o oznaczenie tam stosunku albuminy do kreatyniny. To się nazywa ACR - zwraca uwagę prof. Marcin Adamczak, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego. Jak sprawić, żeby Polacy się badali? - Tutaj te działania muszą być bardzo wielokierunkowe. W tej chwili to badanie, o którym powiedziałem, czyli ACR, jest dostępne tylko w niektórych placówkach państwowych, które mają opiekę koordynowaną. To badanie nie jest drogie. On kosztuje około 20-25 zł. I co zrobić, żeby było częściej wykonywane? Należy wprowadzić je powszechnie do POZ, aby każdy miał możliwość w ramach swojego budżetu wykonywania tych badań. Wprowadzić je do systemu badań okresowych w medycynie pracy - wyjaśnia prof. Adamczak.
Sebastian Schubert z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (Boehringer Ingelheim) dodaje, że w Polsce na nerki choruje od 3,5 do 4 mln Polaków, ale tylko 5 proc. jest zdiagnozowanych. - Czyli 95 proc. z tych 4 mln Polek i Polaków, chodzi po prostu nieświadomych, że mają postępującą chorobę nerek - mówi Schubert. Jego zdaniem niewykorzystany potencjał ma w badaniach medycyna pracy. - Każdy z nas pracujących albo jak zmienia pracę, albo co 2-3 lata okresowo chodzi do lekarza medycyny pracy. Dedykowany jest na to cały jeden dzień i to jest niewykorzystany potencjał, bo my zwykle idziemy zbadać swój wzrok, a z paluszka mamy cholesterol i cukier. I to wszystko. A ten jeden cały dzień można wykorzystać tak na dobrą sprawę na screening i przegląd naszego zdrowia - uważa. Marzy mu się wprowadzenie prawdziwych zachęt dla Polaków, żeby inwestowali we własne zdrowie. Chodzi tu o odliczenia podatkowe, odliczenia od dochodu, czyli formalne zachęty podatkowe.
Ale wiele statystyk w przypadku chorób wypada nieciekawie. - Szacuje się obecnie, że w przeciągu najbliższych 20 lat zapadalność na udary wzrośnie o około 30%. Dość powiedzieć, że już w tej chwili globalnie na całym świecie rocznie 7 mln osób umiera z tego powodu. Jeżeli spojrzymy z kolei na Polskę, to tu jest ciekawa rzecz do odnotowania, bo mamy około 90 tysięcy przypadków związanych z udarami, a 30 proc. z tych osób to są osoby poniżej 65. To jest przerażające, bo ta granica wieku się stopniowo obniża i teraz to są osoby, które są w wieku produkcyjnym - podkreśla Marcin Mucha z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (Bayer). - Kompleksowa, skoordynowana opieka w ramach standaryzowanych metod analizy stanu pacjenta, kontroli też czynników ryzyka, które się pojawiają już po pierwszym udarze, byłaby kluczowa jednak do tego, żebyśmy mogli mówić o całym takim szerokim podejściu do profilaktyki. Bo tego oczywiście brakuje - dodaje Mucha.
Podobnie jest w przypadku chorób płuc. Sylwia Bakuła z Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (Sanofi) podkreśla, że choroby niezakaźne płuc, w tym POCHP, są obecnie trzecią przyczyną zgonów na świecie. - Mamy deklarację o onkologii i hematologii, że teraz będzie ministerstwo nad tym pracowało. Mamy plan kardiologiczny, na poziomie europejskim i lokalnie. A te choroby płuc, które gdzieś tam istnieją i tak właściwie POCHP, zaczyna być diagnozowane u coraz młodszych pacjentów. To są osoby czterdziestoletnie, które tak naprawdę przez wiele lat jeszcze powinny być aktywnymi członkami społeczeństwa.
Ale to nie koniec z pomysłami na poprawienie zdrowia pacjentów. Jeszcze większą rolę do odegrania w przypadku profilaktyki mogłyby mieć także pielęgniarki. - Istnieje już porada pielęgniarska, która jest w ogóle niewykorzystywana. Ona funkcjonuje od 2019 r. jako świadczenie, w koszyku świadczeń gwarantowanych. I to jest miejsce, gdzie pacjent nie musiałby czekać na wizytę do specjalisty, tylko ta wizyta mogła być regularna i dawać stały kontakt z pielęgniarką, szczególnie w profilaktyce wtórnej, w kardiologii, w ginekologii położnej, czy w endokrynologii. Także jest to niewykorzystany potencjał. Pielęgniarki dostają mnóstwo zadań, często poniżej kompetencji, w rejestracji, w różnych innych miejscach i szkoda tego potencjału oraz środków wydawanych, żeby pielęgniarki i położne wykonywały czynności poniżej kompetencji, podczas gdy mogłyby naprawdę edukować pacjentów - kończy Dorota Ronek z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Redaktor naczelna, od ponad 20 lat pracuje w mediach. Była redaktor naczelna Polityki Zdrowotnej, redaktor m.in. w Rzeczpospolitej, Dzienniku Gazecie Prawnej. Laureatka branżowych nagród dla dziennikarzy i mediów medycznych, a także Polskiej Izby Ubezpieczeń oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Kontakt: aleksandra.kurowska@cowzdrowiu.pl