• Najnowsze
  • Pacjenci
  • Pracownicy medyczni
  • POZ i AOS
  • Finanse
  • Leki
  • Wyroby medyczne
  • Kultura
  • Wideo i podcasty

Rektor WUM m.in. o rekrutacji na studia medyczne 2026, AI, płacach

Autor : Aleksandra Kurowska

2026-05-28 14:43

W tym roku kandydatów na oblegane kierunków studiów, w tym np. lekarskie, czeka zaostrzona konkurencja z powodu znacznie większej liczby maturzystów. Czy na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wzrosną limity przyjęć? Jak wygląda korzystanie ze sztucznej inteligencji na uczelniach medycznych? Jak rosnące z roku na rok zarobki lekarzy mają się do zapewniania kadry naukowej? Między innymi o to spytaliśmy Prof. dr hab. n. med. Rafała Krenke, rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Rektora WUM spotkaliśmy na Zjeździ Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc w Bydgoszczy. Prof. Rafał Krenke posiada specjalizacje w dziedzinie chorób wewnętrznych (I i II stopień), dziedzinie chorób płuc i intensywnej terapii i jest uznanym ekspertem w obszarze m.in. raka płuca, pulmonologii interwencyjnej, choroby opłucnej.

Aleksandra Kurowska: Panie Profesorze, mamy maj, więc okres matur. Wielu maturzystów myśli o studiach medycznych. Czy np. na WUM zwiększa się liczba miejsc?

Prof. Rafał Krenke: Nie, liczba miejsc pozostaje taka sama. Jesteśmy uczelnią publiczną i wspólnie z Ministerstwem Zdrowia, jako naszym organem tworzącym, podejmujemy decyzję o liczbie miejsc, które na uczelni możemy mieć. To ma różnorakie implikacje, ale ta liczba jest dostosowana do realnych możliwości kształcenia. Nie chcemy takich działań czy takich sytuacji, które na przykład zwiększą nam liczbę możliwości przyjęcia kandydatów, ale większa liczba grup, większa liczba studentów w grupie obniży nam jakość kształcenia. Tego chcemy unikać.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.

Wszyscy z mojego pokolenia pamiętają, jak Uniwersytet Warszawski na prawo przyjmował ludzi, studiowali niemalże na trzy zmiany, często siedząc na schodach.

Tego chcemy uniknąć. Pewnie na kierunkach takich jak prawo łatwiej jest zdobyć dobre wykształcenie nawet w takiej wielkiej grupie. Natomiast przy pewnych umiejętnościach praktycznych, które profesjonaliści medyczni - bo nie mówię tylko o lekarzach, ale pielęgniarkach i ratownikach - muszą zdobyć, te grupy muszą być mniejsze i muszą być zajęcia o charakterze warsztatowym, instruktażowym, czego być może na kierunku prawo nie musi być.

W ostatnich latach otworzyło się bardzo dużo uczelni z kierunkami medycznymi, nawet lekarskimi. Czy to jakkolwiek wpływa na zainteresowanie młodych osób Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, czy raczej tamte uczelnie są takim kołem ratunkowym, gdy ktoś na WUM się nie dostanie?

Myślę, że wpływa. Każda z nowo otwierających się uczelni podejmuje różne działania mające na celu przyciągnięcie i zdobycie studentów. Przy czym rzeczywiście, tak jak Pani słusznie wspomniała, liczba tych nowych kierunków czy uczelni przewyższa już chyba liczbę 16 starych uczelni medycznych, które są zgromadzone w Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych, bo tamtych uczelni jest chyba 18 lub 19. Natomiast jeśli popatrzymy na liczbę studentów studiujących na tamtych uczelniach, to jest ich wielokrotnie mniej. Choćby w Warszawie mogę dać przykład: na naszą uczelnię przyjmujemy na pierwszy rok 800 kilkudziesięciu studentów, natomiast pozostałe uczelnie warszawskie, których z kierunkiem lekarskim jest już chyba pięć, przyjmują poniżej 400. Więc jest kolosalna różnica.

Zmienia się coś w kształceniu przyszłych lekarzy? Tak co do zasady, bo teraz była szersza dyskusja a propos akurat PES [Państwowy Egzamin Specjalizacyjny dla lekarzy], że kolejni konsultanci starają się, żeby to była jeszcze praktyczniejsza wiedza w trakcie egzaminów.

Tak, bardzo się staramy, żeby ten aspekt praktyczny odgrywał coraz większą rolę. To z jednej strony nie jest łatwe, bo dziś mamy - może powiem tak nieładnie - bardziej roszczeniowych pacjentów, którzy nie zawsze zgadzają się, aby student mógł przy nich uczyć się medycyny. Ale z drugiej strony rosną i pięknie się rozwinęły centra symulacji medycznych, gdzie można wiele procedur i zabiegów uczyć studentów bezpiecznie na trenażerach i fantomach. To jest rzeczywiście wielka zdobycz ostatnich czasów.

Chciałam jeszcze zapytać o sztuczną inteligencję. Czy studenci często korzystają z tego, czy zastanawiają się nad tym, że w jakichś obszarach będzie im to ułatwiać życie albo ich wyręczać?

To nie jest łatwy temat. Sztuczna inteligencja w uczelni medycznej to są różne aspekty. To jest aspekt badań naukowych, choćby wykorzystania sztucznej inteligencji do kreowania badań naukowych oraz publikacji naukowych, ale to jest też bardzo ważny element do wykorzystania w kształceniu. I tutaj zachowujemy pewną wstrzemięźliwość. Jakkolwiek studenci muszą wiedzieć, jakie są zasady - i takie staramy się wprowadzać - dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w zdobywaniu własnej wiedzy na tym etapie, to jednak spotykamy się z różnymi działaniami, w których studenci jako młodzi ludzie wspaniale wykorzystują sztuczną inteligencję. Nie do końca chyba uczciwie.

Dużo w trakcie studiów medycznych pisze się różnych prac zaliczeniowych czy raczej kluczowe są egzaminy?

To bardzo zależy od kierunku, bo na przykład na kierunku lekarskim czy lekarsko-stomatologicznym, gdzie są jednolite studia magisterskie, tak naprawdę nie pisze się pracy. Natomiast na innych kierunkach, np. zdrowiu publicznym, ale również innych, tych, które są studiami dwustopniowymi, na przykład kończą się licencjatem, a potem magisterium, wtedy rzeczywiście pisze się dwie prace.

Studenci naszych kierunków lekarskich i lekarsko-stomatologicznych bardzo często angażują się w działalność naukową. Mamy na uczelni 270 kół naukowych, więc są włączeni i chcą rzeczywiście prowadzić badania naukowe nawet na takim dosyć prostym, studenckim poziomie. Wtedy umiejętność mądrego i uczciwego wykorzystania sztucznej inteligencji jest bardzo potrzebna.

270, czyli domyślam się, że niektóre dotyczą nowych technologii, inne są pod przyszłe specjalizacje, o których myślą? To jest niesamowita liczba.

Tak, dlatego że w niektórych klinikach działa więcej niż jedno koło naukowe. Żeby to sprawnie funkcjonowało, jeśli kandydatów do koła naukowego jest 70 czy 80 osób, trudno organizować interesujące dla wszystkich spotkania. Wobec tego dzielimy chętnych na grupy i działają na przykład dwa koła studenckie.

Co jeszcze jest takim wyzwaniem? W sumie nie aż tak dawno temu objął Pan szefowanie WUM. Co będzie Pan chciał jeszcze zrobić w najbliższych latach?

Jeżeli pyta mnie Pani o wyzwanie, to myślę, że coraz trudniejsze staje się godzenie zadań na niektórych kierunkach, na przykład na kierunku lekarskim czy lekarsko-stomatologicznym, tych trzech obszarów, których wymagamy od nauczycieli akademickich, to znaczy kształcenia studentów, prowadzenia badań naukowych i osiągania odpowiedniego poziomu oraz publikowania wyników badań naukowych, a także pracy klinicznej. To są niestety trzy nierozerwalnie połączone obszary działalności, bo trudno uczyć studenta działań klinicznych, jeśli samemu się nie praktykuje i samemu się człowiek nie rozwija.

Procedury, których uczyliśmy 15 czy 20 lat temu, dziś wyglądają już zupełnie inaczej. Niektórych w ogóle wtedy nie było, wobec czego trzeba się rozwijać samemu, żeby potem uczyć. Wiele mówimy dziś o finansowaniu ochrony zdrowia, o finansowaniu również szkolnictwa.

Większość uczelni bardzo skorzystała na projekcie KPO, bo dostaliśmy rzeczywiście ogromne środki.

Byliśmy na konferencji, którą zorganizowaliście.

Świetnie. To był ogromny zastrzyk finansowy, który pozwolił nam na modernizację choćby centrów symulacji medycznych, ale także - i to sobie postanowiliśmy - żeby nasze fantomy i trenażery nie znajdowały się wyłącznie tam. Chcemy, żeby odpowiednie fantomy były zgromadzone na przykład do zabiegów urologicznych w klinice urologii, do procedur kardiologicznych w klinice kardiologii, żeby to był taki zintegrowany model kształcenia. Student nabywa wiedzę teoretyczną, rozmawiamy na seminariach, dyskutujemy, potem robimy to samo tuż obok sal pacjentów na fantomach i symulatorach, a za moment oni przechodzą z lekarzem do pacjenta i rzeczywiście widzą, jak to wygląda. To wydaje mi się najbardziej przekonującym modelem kształcenia.

To jeszcze tylko nawiążę do tego łączenia trzech obszarów przez wykładowców, klinicystów i badaczy. Ma Pan pomysł, jak to zrobić? Czy na przykład dwoma rzeczami powinni się równocześnie zajmować?

Są różne typy czy grupy pracowników na uczelni. Są pracownicy, którzy mają etaty badawczo-dydaktyczne, a w szpitalu czy innych podmiotach ochrony zdrowia realizują rzeczywiście tę misję kliniczną. Ale są też osoby na uczelni, które mają etat dydaktyczny, czyli tak naprawdę nikt nie wymaga od nich prowadzenia badań naukowych, stricte takich badań naukowych. Wystarczy, jeśli są dobrymi klinicystami czy profesjonalistami w swojej profesji i rzeczywiście prowadzą kształcenie.

Wyzwaniem jest to, że zarobki w ochronie zdrowia znacząco wzrosły, a na uczelniach nie. Wobec tego spotykam się nierzadko z sytuacją, w której pracownicy świetnie do tej pory realizujący swoją misję dydaktyczną i naukową mówią: "Chcę zmniejszyć sobie wymiar zatrudnienia w uczelni, bo mi się to bardzo nie opłaca".

Byli ministrowie, wiceministrowie, szefowie NFZ, były przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia wrócili do pracy w charakterze lekarzy lub zrobili z niej główną pracę.

No właśnie. I teraz, jeśli mamy dużą dysproporcję między wynagrodzeniem klinicystów za procedury w szpitalach - bo niektóre są bardzo dobrze wycenione - a dość mizernym wynagrodzeniem za godzinę zajęć ze studentami, to w naturalny sposób będzie odpływ. To już widzimy.

Trzymam kciuki, chociaż pewnie będzie to bardziej skomplikowane, bo podniesienie w jednym obszarze wynagrodzeń na uczelniach nie jest pewnie możliwe tylko dla samej medycyny.

Pewnie nie będzie łatwo, ale też staramy się w różny sposób uatrakcyjniać nauczycielom i naszym pracownikom działalność na uczelni. Myślę tutaj o kursach, szkoleniach, możliwościach wielorakiego rozwoju, więc ja jestem optymistą.

#WUM #lekarski #rekrutacja #Krenke #proc. #Uniwersytet #Medyczny #Warszawski
Udostępnij Tweet Udostępnij
Card image cap
Aleksandra Kurowska

Redaktor naczelna, od ponad 20 lat pracuje w mediach. Była redaktor naczelna Polityki Zdrowotnej, redaktor m.in. w Rzeczpospolitej, Dzienniku Gazecie Prawnej. Laureatka branżowych nagród dla dziennikarzy i mediów medycznych, a także Polskiej Izby Ubezpieczeń oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Kontakt: aleksandra.kurowska@cowzdrowiu.pl

Komentarze

OSTATNIE WPISY

Polacy boją się raka, ale profilaktykę odkładają na później
Czytaj więcej...
Badanie popularności partii politycznych. Kto wygrywa?
Czytaj więcej...
Leki: jest już nowa lista refundacyjna. Ostatecznie szersza
Czytaj więcej...
USA: Kolejny spray z naloksonem dostępny bez recepty
Czytaj więcej...
Premier prosi NIK o kontrolę przepływu pieniędzy w ochronie zdrowia
Czytaj więcej...
Kadry: nowy szef na region CEE w Polpharmie
Czytaj więcej...
Eli Lilly inwestuje w leki przeciwbólowe nowej generacji
Czytaj więcej...
Rząd szykuje podwyżkę opłaty cukrowej. O ile?
Czytaj więcej...
Szczepionka przeciw półpaścowi może zmniejszać ryzyko demencji
Czytaj więcej...
Wydarzenia w ochronie zdrowia: 17 czerwca 2026 r.
Czytaj więcej...
Wyczekiwana funkcja e-recept ruszy później. Jest nowy termin
Czytaj więcej...
Kodeks Etyki Diagnosty Laboratoryjnego do zmiany. Dlaczego?
Czytaj więcej...

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA !

  • twitter / CO W ZDROWIU
  • facebook / CO W ZDROWIU
  • LinkedIn / CO W ZDROWIU

    Szybkie Linki


  • Regulamin

  • Polityka prywatności

  • Aktualności

  • Kontakt

    KONTAKT

  • COWZDROWIU.PL
  • Siedziba redakcji
  • 00-491 Warszawa
    ul. M. Konopnickiej 3 lokal 2

© 2020 Wykonanie Mirit.pl