Autor : Marcin Powęska
2025-12-29 10:07
Po ponad dwóch latach od oficjalnego zakończenia globalnego stanu wyjątkowego związanego z COVID-19 Światowa Organizacja Zdrowia wykonała ważny ruch. WHO ogłosiła, że dwa szybkie testy antygenowe na SARS-CoV-2 uzyskały prekwalifikację, czyli najwyższy międzynarodowy poziom potwierdzenia jakości, bezpieczeństwa i skuteczności. To pierwsza taka decyzja w historii testów antygenowych na COVID-19. I choć brzmi technicznie, w praktyce ma bardzo konkretne znaczenie dla pacjentów i systemów ochrony zdrowia.
Prekwalifikacja to nie jest szybka pieczątka ani decyzja podjęta w trybie awaryjnym. To długotrwały i szczegółowy proces oceny, w którym WHO sprawdza nie tylko to, czy test działa, ale też czy jest produkowany w sposób powtarzalny, stabilny i bezpieczny. Liczy się jakość samego testu, jego skuteczność w wykrywaniu zakażeń, bezpieczeństwo użytkowania i kontrola nad procesem produkcji.
Do tej pory szybkie testy antygenowe były dopuszczane głównie w trybie kryzysowym. Teraz po raz pierwszy WHO mówi wprost: te konkretne testy spełniają globalne standardy nie tylko "na teraz", ale także na dłużej.
Prekwalifikację WHO uzyskały dwa produkty: SD Biosensor STANDARD Q COVID-19 Ag Test oraz ACON Biotech Flowflex SARS-CoV-2 Antigen Rapid Test, w tym wersja do samodzielnego testowania. To testy, które działają w znany sposób - wykrywają antygeny wirusa w próbce pobranej z nosa i dają wynik po kilkunastu minutach. Nie ma tu technologicznej rewolucji. Różnica polega na poziomie zaufania, jaki za nimi stoi.
Warto cofnąć się do 2020 roku. We wrześniu tamtego roku test SD Biosensor STANDARD Q był pierwszym szybkim testem antygenowym dopuszczonym przez WHO w ramach procedury Emergency Use Listing (EUL). Był to czas chaosu, gwałtownego wzrostu zakażeń i dramatycznej potrzeby szybkiej diagnostyki. WHO wtedy świadomie skracała procedury i podejmowała decyzje na podstawie ograniczonych danych, bo liczył się czas.
Mechanizm EUL działał jak skrót w sytuacji kryzysowej. Prekwalifikacja to coś zupełnie innego. To powrót do pełnych, rygorystycznych ocen. WHO potwierdza, że te testy nie tylko pomogły w pandemii, ale także spełniają standardy, które mogą obowiązywać w normalnych warunkach.
W czasie pandemii na rynek trafiły setki testów antygenowych. Wiele z nich było dopuszczanych na podstawie lokalnych decyzji lub uproszczonych procedur. Ich jakość bywała różna. Czułość i wiarygodność wyników zależały od producenta, warunków użycia i etapu zakażenia. Prekwalifikacja WHO oznacza, że test został oceniony w sposób niezależny i międzynarodowy, a jego działanie ma być porównywalne niezależnie od tego, czy jest używany w Europie, Afryce czy Azji. To ogromna różnica, zwłaszcza dla krajów, które nie mają własnych silnych instytucji regulacyjnych.
Prekwalifikowane testy mogą być kupowane przez agencje ONZ, międzynarodowe organizacje zdrowotne i globalne programy pomocowe. Dzięki temu możliwe są wspólne, hurtowe zakupy. To z kolei oznacza niższe ceny, stabilniejsze dostawy i mniejsze ryzyko braków na rynku. Dla wielu krajów o niskich i średnich dochodach to bardzo ważna decyzja. Tam dostęp do laboratoriów PCR jest ograniczony, a testy bywają drogie lub trudno dostępne. Prekwalifikacja pomaga przełamywać bariery finansowe, logistyczne i regulacyjne.
Choć WHO zakończyła formalny stan zagrożenia, wirus SARS-CoV-2 nadal krąży. Dane pokazują dziś względnie stabilną sytuację, ale lokalne wzrosty zakażeń wciąż się zdarzają. W wielu regionach świata nadal brakuje infrastruktury laboratoryjnej, a wynik PCR oznacza dni czekania. W takiej sytuacji potrzeba tanich, szybkich i wiarygodnych testów diagnostycznych nie znika. Wręcz przeciwnie - staje się elementem codziennego zarządzania zdrowiem publicznym.
Warto pamiętać, że szybkie testy antygenowe dają wynik w 15-30 minut, nie wymagają skomplikowanego sprzętu ani wysoko wyszkolonego personelu. Można je stosować w przychodniach, ośrodkach zdrowia, mobilnych punktach diagnostycznych, a czasem także w domu. Nie są tak czułe jak testy PCR, ale świetnie uzupełniają cały system diagnostyczny. Pozwalają szybko wykryć zakażenie, ograniczyć transmisję wirusa, chronić osoby najbardziej narażone i reagować na lokalne ogniska choroby, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
Prekwalifikacja tych testów wpisuje się w długofalową strategię WHO. Organizacja od lat podkreśla, że diagnostyka powinna być dostępna blisko ludzi, a nie tylko w dużych, centralnych laboratoriach. Decyzja WHO nie dotyczy tylko COVID-19 - to także sygnał, że świat próbuje lepiej przygotować się na przyszłe epidemie i pandemie, ucząc się na doświadczeniach ostatnich lat.
Czytaj także:
WHO zmienia podejście do koronawirusów. Powstaje jeden, wspólny plan
Partnerzy serwisu