Autor : Marcin Powęska
2026-04-03 09:22
Nawet 100-procentowe cła na leki, ale tylko dla "nieposłusznych" firm. Administracja Donald Trump uruchamia selekcyjny mechanizm nacisku na koncerny farmaceutyczne. Jedni zapłacą ogromną cenę, inni unikną taryf - jeśli obniżą ceny i przeniosą produkcję do USA.
Nowa decyzja administracji USA nie obejmuje całego sektora, ale konkretną grupę firm. Cła uderzą w producentów leków innowacyjnych, którzy nie podpisali porozumień z rządem dotyczących obniżek cen na rynku amerykańskim.
Stawka jest wysoka. Patentowane leki oraz ich substancje czynne mogą zostać objęte taryfą sięgającą nawet 100 proc. To poziom, który w praktyce podwaja koszt importu i całkowicie zmienia ekonomikę sprzedaży. Cła nie są automatyczne - to raczej narzędzie nacisku. Jeśli producent zgodzi się na warunki administracji, może znacząco obniżyć stawkę albo całkowicie jej uniknąć.
Mechanizm jest prosty, choć bezprecedensowy. Firmy, które zdecydują się przenieść produkcję do USA, będą objęte niższą, 20-procentową taryfą przejściową. Jednak jeśli nie zrealizują inwestycji, po 4 latach stawka wzrośnie do pełnych 100 proc.
Kluczowy jest też termin. Nowe zakłady produkcyjne muszą powstać do stycznia 2029 r., by firma mogła skorzystać z ulg.
Jeszcze korzystniej traktowane są spółki, które podpisały lub negocjują umowy cenowe z amerykańskim Departamentem Zdrowia. W ich przypadku cła mogą zostać całkowicie zniesione. To efekt wdrażania polityki Most Favored Nation (MFN), która wiąże ceny leków w USA z niższymi poziomami w innych krajach.
Administracja podkreśla, że strategia działa. Jak wynika z danych rządowych, 13 firm farmaceutycznych podpisało już porozumienia cenowe, a kolejne 4 są w trakcie negocjacji. Wśród koncernów, które zdecydowały się na współpracę, są m.in. Pfizer, Eli Lilly oraz Novo Nordisk. Łączna wartość deklarowanych inwestycji w produkcję w USA sięga już 400 mld dol.
Nowy system taryf nie jest jednolity globalnie. Państwa, które mają szerokie umowy handlowe z USA, zostały potraktowane łagodniej. Unia Europejska, Japonia, Korea Południowa i Szwajcaria mają zostać objęte cłem na poziomie 15 proc. Z kolei Wielka Brytania - 10 proc., częściowo dlatego, że zgodziła się na wyższe ceny refundacyjne leków.
Nie wszystkie produkty farmaceutyczne trafią pod nowe regulacje. Na razie wyłączone są m.in. leki biopodobne, produkty genetyczne oraz ich składniki. Administracja zapowiada jednak przegląd tej decyzji w ciągu roku. Z taryf wyłączono także niektóre leki specjalistyczne, np. stosowane w chorobach rzadkich lub w weterynarii, jeśli uznano je za kluczowe z punktu widzenia zdrowia publicznego.
Nowe cła mogą przynieść sprzeczne efekty. Z jednej strony mają obniżyć ceny leków w USA poprzez wymuszenie negocjacji. Z drugiej - mogą podnieść koszty dla firm, które nie zdecydują się na współpracę. W krótkim terminie może to oznaczać większą niepewność na rynku i presję na łańcuchy dostaw. W dłuższej perspektywie - możliwe przetasowania w globalnej produkcji leków.
Dla Europy to sygnał ostrzegawczy. Jeśli część koncernów zacznie przenosić produkcję do USA, by uniknąć ceł, europejskie zakłady mogą stopniowo tracić znaczenie w globalnym łańcuchu dostaw. To istotne dla krajów takich jak Irlandia, Niemcy czy Belgia, które są dziś ważnymi hubami produkcji farmaceutycznej. Jednocześnie niższe taryfy dla UE (ok. 15 proc.) oznaczają, że Europa nie jest głównym celem uderzenia, ale pozostaje pod presją negocjacyjną.
Możliwy jest też efekt uboczny, który w branży określa się jako "przekierowanie kosztów". Jeśli firmy zgodzą się na niższe ceny w USA, mogą próbować rekompensować straty na innych rynkach - w tym europejskich, gdzie systemy refundacyjne już teraz są napięte. To może utrudnić negocjacje cenowe z płatnikami publicznymi i wydłużyć proces wprowadzania nowych terapii.
Czytaj także:
USA: Zmiany w kalendarzu szczepień. 15 stanów idzie do sądu
Ceny leków: konserwatyści przeciw Trumpowi. Zarzucają mu... socjalizm
Partnerzy serwisu